W 2005 roku do wsi Świdno przyjechali przedstawiciele Fundacji Pegasus zajmującej się ochroną zwierząt. Zostali powiadomieni drogą mailową o złym traktowaniu koni. Urzędnicy z mogielnickiego Urzędu Miasta i Gminy wówczas nie podjęli żadnych kroków, aby poprawić sytuację zwierząt. Po interwencji sprzed dwóch lat nie zmieniło się wiele.
12 marca 2007 r. wolontariuszka Fundacji Pegasus Zuzanna Szopowska, przedstawiciele Straży Dla Zwierząt oraz współwłaściciel koni pojawili się ponownie na terenie stajni w Świdnie w gm. Mogielnica, gdzie trzymanych było 15 koni. Warunki hodowli były skrajnie złe. Konie nie miały dostępu do wody, głodzone obgryzały drewniane sztachety, które powiązane sznurkami tworzyły prowizoryczne boksy, dach kontrukcji, gdzie były przetrzymywane zrobiony był z folii. Przyczyną takiego stanu zwierząt-jak mówi współwłaściciel koni-było wymówienie przez Burmistrza Mogielnicy Sławomira Chmielewskiego umowy najmu starej siedziby stajni. Konie z dnia na dzień zostały pozbawione godziwych warunków. Właściciel nie miał pieniędzy na utrzymanie koni w innym miejscu. Nie chciał ich oddać w niepewne ręce, bo musiałyby ciężko pracować. Jednak nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego konie znalazły się w tak opłakanym stanie, a swojej winy w tym nie widzi.
Na ten temat można znaleźć komentarze osób zainteresowanych sprawą na stronie internetowej telewizji Polsat:Typowy przykład przerostu formy nad treścią . Zaczął bardzo hucznie i bogato nie znając podstawowych praw ekonomii nie przewidział, że kapitalizm to bezwzględna walka o byt i w momencie braku rentowności należy szybko podjąć decyzję o wycofaniu się z biznesu. Należy uregulować wszelkie zobowiązania, stulić uszy i nabrać pokory !!! Szkoda tylko, że właścicielem jest rodowity mieszkaniec Świdna i przez swoje postępowanie zepsuł opinię mieszkanców, którzy doradzali mu, pomagali i ukierunkowywali, ale przez despotyczne postępowanie, zarozumiałość, egoizm i brak szacunku do miejscowej ludności, z której się wywodzi, doprowadził do takiego stanu rzeczy. Biorąc pod uwagę, że przez złe gospodarowanie, brak elementalnych zasad współczucia, szacunku i wrażliwości najbardziej ucierpiały niewinne zwierzęta, które gdyby mogły zapłacić gospodarzowi za opiekę z ich strony to podejrzewam, że nikt nie chciałby być w skórze tego nieczułego, niewrażliwego gospodarza, który postapił jak najokrutniejszy sadysta, ponieważ mógł wcześniej sprzedać zwierzęta w lepszym stanie kondycyjnym.

Kolejnym uchybieniem właściciela było bezprawne zakopywanie padłych z głodu zwierząt na pobliskim polu. Groziło to wybuchem epidemii. Tłumaczy to tym, że aby poddać padłe konie utylizacji gmina musi mieć podpisaną odpowiednią umowę z firmami, które się tym zajmują- takiej umowy nie było. Fakt ten jest niedopatrzeniem ze strony Burmistrza oraz pracowników wydziału ochrony środowiska. Komentują to mieszkańcy Mogielnicy: osoba o pseudonimie mieszkaniec wyraziła swoje zdanie dotyczące tej sprawy: gmina nie miała podpisanej umowy czyli nie respektowała obowiązującego prawa i to nie poraz pierwszy, bo trzeba oszczędzać by postawić przed domem burmistrza kolejne latarnie, a co tam zanieczyszczanie środowiska, przecież mamy rezerwat przyrody, bo na to dają pieniądze, a najlepiej upokorzyć ludzi to jest polityka Pana Burmistrza. Najprawdopodobniej Burmistrz wiedział o katastrofalnej sytuacji w stajni. Wiedział także o niezgodnym z prawem zakopywaniu zwierząt na terenie stadniny.

Na wcześniej wspomnianym forum komentuje to inna mieszkanka Mogielnicy: burmistrz wiedział i nic nie! zrobił wydaje mi sie że to zaniedbanie obowiązków, jak tak można przecież to straszne. Mieszkańcy Mogielnicy i pobliskich miejscowości są oburzeni postawą władz miejskich w stosunku do bestialskiego traktowania zwierząt. Obrazuje to komentarz na polsatowskim forum:Jak można w ten sposób traktowac te cudne istoty? Brak słow!!! Ciekawa jestem czy osoby odpowiedzialne za to (i te które ignorowaly tę sytuację!) odpowiedzą za to. Mają szczeście, że nie jestem sędzia w sądzie!
Aspekt ochrony środowiska pojawia się w komentarzach mieszkańców niezwykle często:
Warto zainteresować się tymi terenami i ratować co się da!!! Rzeka, las, plaża, a obecnie teren prywatny sprawujacych władzę, którzy pozwalają na to, że las jest wycinany, do rzeki odprowadzane są ścieki, mimo że przecież jest "oczyszczalnia" - "czytaj szambo", które zalewa pobliskie łąki, a plaże - cóż jak w piosence - tylko, że nawet nie są już dzikie! Przykro patrzec, zwłaszcza, że jest to wyjątkowo urokliwe miejsce, niestety dawny ekolog - burmistrz zapomniał, że tu też żyją ptaszki i sarenki!!!! Nie tylko konie cierpią - ludzie też - tylko jakoś nikt ich nie słucha!!!!!!!!!a może zwyczajnie nie chce usłyszeć, bo tak jest wygodniej!!
Sprawa koni znalazła swój finał w Prokuraturze Rejonowej, która ma wydać decyzję, czy konie zostaną na stałe odebrane właścicielowi.
Katarzyna Duch
Źródła: zdjęcia i cytaty: www.polsat.com.pl
Link do materiału filmowego zrealizowanego przez program INTERWENCJA, TV POLSAT:

http://interwencja.interia.pl/archiwum/wiecej_interwencja/news?inf=885790